Ile wściekłości trwoga w was zajadła

Potrafi ciągle z ludzkiej dobyć mowy
A wszak Bastylia wcale nie upadła
I nikt królewskiej nie zażądał głowy

Lud wszystko zna - jałmużnę post i chłostę
I w wasze oczy spojrzy bez zmrużenia
A nikt nie mierzy latarń ludzkim wzrostem
Na szafotach rosną krzyże przebaczenia

Lecz wy widzicie dół kopany w piachu
I sztandar który płynie ponad trony
Nienawiść dzieckiem śmiertelnego strachu
A czegóż mają bać się miliony?

Wszystko się według ich potoczy woli
Choć niejedno jeszcze może się wydarzyć
Póki co tańczmy w rytmie karmanioli
Nim mały kapral obwoła się Cesarzem!

Dlatego chcecie stanąć wbrew ich woli
By czas odmierzać w spadających głowach
By w rozpędzone dźwięki karmanioli
Wszedł marsz przez Alpy armii Suworowa!


Nie jestem tym, kim chcesz bym był

I za kogo mnie uważasz
Nie jestem nim, co snuje mgły
Co obiecuje, ustanawia.

Gdzieś po drodze, z dziś do jutra
Zgubiliśmy miękkość dłoni.
Otworzyły nam się usta
W geście krzyku, krzyk znajomy

ciało kocha ciało - duszę kocha duch
dużo kocha mało - bezruch kocha ruch
kara kocha winę - światło kocha blask
powód swą przyczynę, skutek owej brak

Gdzieś po drodze, z gestu w dotyk
Z dnia bliskości, w bliskość nocy
Noc za długa, dnia za krótko
Przekaz ten nabierze mocy

spokój kocha smutek - żal że sobie wierny
uczucie naukę - radość to, co dzieli
cel kocha kierunek, droga - dawny szlak
Wieczność kocha Chwilę - Ja kocha się w Ja

ciepło kocha dotyk - tchnienie kocha wiatr
wiara kocha w nocy - ból kocha gdy trwa
sen kocha marzenie - bliskość kocha strach
serce kocha chcenie, ja kocha się w Ja

Nie jestem tym co marzy śni
Co czuje, wyobraża.
Nie jestem tym, gdy gwiezdny pył
Zanadto się rozprasza.