Czasem myślę, że 

życie płynie obok mnie.
Jakoś trudno wierzyć, że
moje szczęście znajdzie mnie.
A tymczasem żyję tak
jakby wieczny był mój świat.
Zapomniałem chyba już
to co ważne - pokrył kurz.
Kiedy szukam, pytam: jak?
tyłem się odwraca świat.
Odpowiedzi łatwej brak,
można czekać czasu szmat.
Tylko kto cierpliwość ma
gdy tak szybko płynie czas?
Życie zaraz pójdzie precz
nie obejrzy za mną się.

Kiedy nie ma cię
Nie ma trochę mnie
Razem dopełniamy się
Zwykle nie jest źle.
Kiedy nie ma cię
Nie ma trochę mnie
Razem dopełniamy się
Zwykle nie jest źle.

Może kiedyś dowiem się
o co chodzi gdzie jest sens
Nie wiem i nie pytam już
Czy żałuję? - no więc cóż.
Jednym słowem trudno rzec
Ile w sercu czułych miejsc.
Komu dana prawdy treść
- może on potrafi znieść
to co życie niesie wciąż
i za rogi byka wziąć.
Gdy spod nóg umyka grunt
wciąż góruje życia cud.
Na tym nic nie kończy się
jeśli szukasz, znaleźć chcesz,
może coś wydarzy się
może nie - a któż to wie?

Kiedy nie ma cię
Nie ma trochę mnie
Razem dopełniamy się
Zwykle nie jest źle
Kiedy nie ma cię
Nie ma trochę mnie
Razem dopełniamy się
Zwykle nie jest źle


Staszkowi Załuskiemu


- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,
Formuły tej nauczył mnie przyjaciel.
Myślałem o spowiedzi w formie listu,
Lecz słowa napisane - brzmią inaczej.
Nie zmusza mnie do tego próżność, trwoga,
Ciekawość, nawyk, nastrój tej świątyni.
Nie wierząc w Boga - obraziłem Boga
Grzechami następującymi:

Za prawo me uznałem to, że żyję.
Za własną potem wziąłem to zasługę
I - co nie moje - miałem za niczyje,
Więc brałem, nigdy się nie licząc z długiem.
Uznałem, że mam prawo sądzić ludzi
Dlatego tylko, że mam tę możliwość.
Poznawszy sposób - jak sumienia budzić
Zbierałem obudzonych sumień żniwo.

Bogactwo zła, którego byłem świadom
Było mi w życiu - tylko za ostrogę.
Cierpieniem cudzym żyłem i zagładą.
Gdy cierpieć, ani ginąć sam - nie mogłem.
Stworzyłem świat - na podobieństwo Świata
Uznawszy, że na wszystko mam odpowiedź,
Lecz nie wyjąłem misy z rąk Piłata
I nie uniknął swojej męki - Człowiek.

Wierzyłem szczerze w wieczne prawo baśni,
Co każe sobie istnieć - dla morału,
Że życie ludzkie samo się wyjaśni
I wola ma jedynie służyć ciału.
Więc nazywałem szczęściem nieodmiennie
To, co zadowoleniem było - z siebie.
I nawet teraz bardzo mi przyjemnie,
Że tak we własnych wątpliwościach grzebię.

Bo widzę, że ta spowiedź - to piosenka -
Dla siebie ją samego wykonuję...
To też grzech - więcej grzechów nie pamiętam,
Ale tego jednego - nie żałuję!