Ocean w nas śpi

I horyzont z nas drwi
Płytka fala fałszywie się mieni
A prawdziwy jest rejs
Do nieznanych ci miejsc
Kiedy płyniesz na przekór przestrzeni

I na tej z wielu dróg
Po co ci para nóg
I tak dotrzesz na pewno do końca
Nie potrzebny ci wzrok
Żeby wyczuć swój krok
I nie musisz wciąż radzić się słońca

Wielbicieli i sług
Tłum ci zawisł u nóg
To wolności twej chciwi strażnicy
Zaprowadzisz ich tam
Gdzie powinieneś być sam
Z nimi żadnej nie przejdziesz granicy

Zlekceważą twój głos
Którym wróżysz im los
Od jakiego ich nic nie wyzwoli
Bo zabije ich las
Rąk co klaszczą na czas
W marsza rytm co śmierć niosąc nie boli

Patrz jak piją i żrą
Twoją żywią się krwią
I żonglują słowami twych pieśni
Lecz nic nie śni im się
A najlepiej wiesz że
Nie istnieje wszak to co się nie śni

By przy śmierci twej być
Płakać śmiać się i drwić
To jedyny cel twojej eskorty
Oddaj komuś rząd dusz
I na własny szlak rusz
Tam gdzie żadne nie zdarzą się porty

Mówić będą żeś zbiegł
Ale wyjdą na brzeg
I zdradzieckie ci lampy zapalą
Ale ty patrząc w dal
Płynąć będziesz wśród fal
Aż sam wreszcie staniesz się falą


Jesteśmy z jednego miasta

Miasta bandyckiej miłości
W tym miejscu pulsuje rasta
I chuligani są najgorsi

Jesteśmy ze świętego miasta - święty szczyt
Medalikarze mówią basta - święty szczyt
Jesteśmy z jednego ciasta - święty szczyt

Poczujesz klimat tego miejsca
Dawno nie byłem na Rakowie
Aleje mają w sobie melanż
Poczujesz zapach wielu kobiet

Jesteśmy ze świętego miasta - święty szczyt
Medalikarze mówią basta - święty szczyt
Jesteśmy z jednego ciasta - święty szczyt

Ja bardzo lubię tutaj wracać
Pełno tu grzechów mej młodości
Pełno wyznawców głupich zasad
Pełno strażników moralności

Jesteśmy ze świętego miasta - święty szczyt
Medalikarze mówią basta - święty szczyt
Jesteśmy z jednego ciasta - święty szczyt

Jesteśmy ze świętego miasta - święty szczyt
Medalikarze mówią basta - święty szczyt
Jesteśmy z jednego ciasta - święty szczyt